Byliśmy w Gruzji i Armenii

Dzień 1

26 czerwca 2018 roku na lotnisku im. F. Chopina w Warszawie po godzinie 2000 zaczęli przybywać pierwsi uczestnicy pielgrzymki katechetów do Gruzji i Armenii. Przed godziną 2100 rozpoczęła się odprawa, którą sprawnie przeszliśmy. Lot zaplanowany na 2230 rozpoczął się z godzinnym opóźnieniem.

Dzień 2

            Wylądowaliśmy w Tbilisi o 500 czasu gruzińskiego (jak podają mapy Google, w powietrzu pokonaliśmy 2171 km). Kolejną godzinę czekaliśmy na przyjazd autokaru a następnie ruszyliśmy w kierunku Armenii. Odprawa na przejściu granicznym odbyła się sprawnie, ruszyliśmy więc w dalsza drogę, zza okna autobusu podziwiając tamtejszy krajobraz, który zachwycał pięknem dzikiej natury. Po drodze zwiedziliśmy kompleksy klasztorne Sanahin i Haghpat z X-XIII wieku wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Armenia od strony kulinarnej bardzo pozytywnie nas zaskoczyła. Zjedzone na tarasie śniadanie połączone z obiadem zdecydowanie poprawiło nam samopoczucie i pomogło znieść trudy podróży nad Jezioro Sevan, a było bardzo gorąco i nieprzespana noc dawała się porządnie we znaki. Zakwaterowani w hotelu Blue Sevan, umyci i nieco wypoczęci udaliśmy się na kolację do miasteczka Sevan. Msza Święta w hotelu była zwieńczeniem trudów całego dnia. Udaliśmy się na zasłużony odpoczynek po przejechanych 224 km.

Dzień 3

            Początkiem dnia dzisiejszego i kolejnych również jest Msza Święta. Siostra Cecylia przygotowała materiały z tekstami wykorzystanymi w liturgii na każdy dzień, zadbała też o należytą oprawę powołując grupę prowadzącą śpiewy, osoby czytające Słowo Boże, śpiewające psalmy i czytające wezwania modlitwy powszechnej. Obfite i smaczne śniadanie, trochę czasu na samodzielne podziwianie widoków, a dla niektórych nawet na kąpiel w jeziorze czy też spacer po najbliższym zboczu to preludium do kolejnych godzin spędzonych w autokarze. Mała przygoda z plecakiem jednej z uczestniczek i wyruszamy. Odwiedzamy jeszcze raz miasteczko, wymieniamy walutę, spożywamy posiłek i udajemy się do Erywania. Po drodze odwiedziliśmy klasztor Sewanawank, który jest jednym z nielicznych czynnych starych klasztorów ormiańskich. Znajdują się tu dwa kościoły: Świętych Apostołów i Matki Bożej. Klasztor powstał na wyspie, ale kiedy na polecenie Józefa Stalina spuszczona z jeziora woda obniżyła poziom o 30 m, znalazł się na półwyspie. We wszystkich obiektach sakralnych obowiązują surowe zasady dotyczące stroju. Jeszcze kilka zdjęć, ostatni rzut oka na Jezioro Sevan zwane armeńskim morzem, niektórzy zbierają drobinki obsydianu i opuszczamy prowincję Gegharkunik aby udać się do Kotajk, w której leży wieś Garnia w niej pogańska świątynia z I wieku poświęcona bogu Słońca Mitrze. W pobliskich sklepikach sprzedawcy kuszą pamiątkami ale niewątpliwą atrakcją jest możliwość zobaczenia, jak wypieka się ormiański chleb lawasz. Miłym zaskoczeniem było spotkanie z rodakami, którzy na motocyklach przemierzyli już 5000 km, docierając tu przez Rosję i w planie mają jeszcze Gruzję i Turcję.

            Kolejnym zwiedzonym obiektem jest Gegard - zespół klasztorny wykuty w skale pochodzący z IV wieku, którego budowę miał zapoczątkować św. Grzegorz Oświeciciel. Zwany jest też „klasztorem włóczni” z uwagi na relikwie włóczni sprowadzone rzekomo przez Tadeusza Apostoła. 

            Dzisiejsza trasa to już tylko 131 km, niemniej jednak autobus z wielkim trudem pokonuje kolejne wzniesienia (uszkodzona turbina), klimatyzacja wyłączona, gorące powietrze wyciska z nas ostatnie poty ale szczęśliwie docieramy do Erywania tuż przed 2200. Hotel Olympia wita nas cudownie ciepłym podświetlonym basenem, natychmiast pojawiają się amatorzy wieczornego pływania z przedstawicielami kadry kierowniczej włącznie. 

Dzień 4

            Dzień rozpoczynamy Mszą Świętą na tarasie, spożywamy obfite, smaczne śniadanie i udajemy się na zwiedzanie stolicy Armenii. Kierowca walczy z usterką, nam na szczęście wystarczą publiczne środki lokomocji. Metrem udajemy się do centrum. Rozpoczynamy zwiedzanie od słynnych kaskad. Pogoda sprzyja, z góry widoczna doskonale święta góra Ormian Ararat stanowi tło licznie wykonanych fotografii. W planie zwiedzania znalazły się również: Północna Aleja, Plac Republiki, pomnik Matki Armenii, opera, tańczące fontanny. Nie obyło się też bez zakupów na słynnym targowisku położonym w centrum miasta. Aby się porozumieć z Ormianami, wystarczy znajomość języka rosyjskiego w podstawowym zakresie. Czasami nawet i to nie było potrzebne. Spotkaliśmy Ormian doskonale mówiących po polsku, którzy w naszym kraju spędzili po 6 – 7 lat. Radość z możliwości swobodnego porozumienia była ogromna, z zakupów też. Do hotelu wróciliśmy metrem. Czas do kolacji większość osób spędziła w basenie. Gospodarze umilili nam czas muzyką i oryginalnym poczęstunkiem – morelami zerwanymi z drzew przyhotelowego sadu.

Kolacja udana, z atrakcjami. Dzisiaj Ksiądz Dyrektor Piotr Pierzchała obchodzi imieniny. Życzenia złożone o poranku uzupełniają wieczorne śpiewy. Solenizant częstuje wszystkich. Gospodarze i pracownicy restauracji Genatsvale zdają się być oczarowani atmosferą, wyciągają smartfony i filmują nasze śpiewy i tańce. Lokalna kapela już drugi dzień umila nam czas muzyką orientalną, wykonywaną na tradycyjnych instrumentach. 

Dzień 5

            Po Mszy Świętej i śniadaniu udajemy się w kierunku granicy z Turcją. Autokar tym razem z Armenii, klimatyzacja działa na szczęście, bo upał dochodzi do 45º C. Naszym celem jest Chor Wirap– ważne miejsce pielgrzymkowe Ormian. Stąd do góry Ararat tylko 32 km. Majestatyczny szczyt góry przysłaniają nieliczne obłoki, co nie przeszkadza nam w zrobieniu grupowej fotografii na jej tle. Klasztor został zbudowany nad głębokimi lochami, w których przez kilkanaście lat był więziony pierwszy katolikos Kościoła Ormiańskiego – Grzegorz Oświeciciel. Kolejnym miejscem, do którego się udajemy jest Eczmiadzyn, duchowe Centrum Armenii (tzw. „ormiański Watykan”). Znajduje się tu najstarsza świątynia Armenii z 303 roku. Ludzie tutaj niezwykle uprzejmi i życzliwie nastawieni do nas Polaków. Zaczepiona na ulicy Ormianka z radością pomaga i doprowadza do najbliższego kantoru opowiadając po drodze historię swego życia. Szybki lunch i pomysł księdza Piotra na powierzenie mi napisania sprawozdania z naszej podróży - kolejne wyzwanie, któremu postaram się sprostać. Po sprawnej zbiórce, udajemy się do miejscowości Zwartnoc, w której znajdują się ruiny katedry z VII wieku wpisane na listę UNESCO. Tam czeka nas niespodzianka – artyści opery dają krótki koncert pod kolumnami katedry, oferują płyty za jedyne 20 €i zapraszają na wieczorny spektakl do opery (wstęp wolny). Po przyjeździe do hotelu zwolennicy pływania zażywają kąpieli w basenie. O godzinie 1800 udajemy się do znanej już z poprzednich dni restauracji. Kolacja dla niektórych przebiega wyjątkowo sprawnie – 6 osób zaplanowało wieczór w operze. Udajemy się zamówioną taksówką, gmach opery stoi otworem, choć ze znalezieniem właściwych drzwi są małe kłopoty. Dziś w repertuarze „Czarodziejski flet”. Chłoniemy atmosferę tego miejsca, zachwycamy się muzyką i oryginalną scenografią. W przerwie udaje się porozmawiać z artystami, zrobić fotografię z odtwórcą roli króla i reżyserem – niesamowita gratka. Spotykamy też Ormianina, który zaczepił nas słysząc język polski. Jerzy, takie jest jego imię, spędził w Polsce 6 lat. Opowiedział nam (oczywiście po polsku) o realiach trudnego życia w Armenii, które wielu zmusiły do poszukiwania pracy poza granicami ojczyzny. Po wyjściu z opery naszym oczom ukazał się niesamowity widok – mimo późnej pory miasto tętniło życiem, park zamienił się w jedną wielką strefę kibica. Ormianie oglądali mecz i bawili się doskonale a my musieliśmy wrócić do hotelu (sześcioosobową taksówką). Pozostali uczestnicy wycieczki, którzy nie udali się do opery, mili możliwość udania się na stadion, oglądali tańczące fontanny, a na zakończenia dnia gospodarze hotelu urządzili pokaz sztucznych ogni.

Dalszy ciąg znajdziecie Państwo tutaj

Jolanta Zagożdżon

Data publikacji: 
20.08.2018