Byliśmy w Gruzji i Armenii

Dzień 6 

Wczoraj pokonaliśmy 112 km autokarem. Dzisiaj przed nami długa droga 284 km. Opuszczamy przyjazną Armenię i udajemy się do Achalcyche w Gruzji. Po drodze zostawiamy za sobą dzikie urokliwe góry, wsie niekoniecznie zbudowane w dolinach, często osadzone na zboczach gór, opuszczone domostwa i niedokończone budowle ziejące pustką. Różnorodna ta Armenia ale piękna, na długo pozostanie w pamięci. Po przekroczeniu granicy zaskakuje nas jakość głównej drogi. Wskazane zagryzienie pieczywa by nie stracić zębów na wybojach, potem już coraz lepiej. Zwiedzamy twierdzę Chertwisi(to już na terenie Gruzji), której początki sięgają II wieku p. n. e., jedną z potężniejszych fortyfikacji regionu Samcche – Dżawachetia, która broniła mieszkańców przed najazdami Turków i Mongołów. Odwiedziliśmy też Wardzię- niesamowite miasto wykute w skale pochodzące z XII wieku. W czasach swej świetności posiadało 13 kondygnacji, mogło pomieścić prawie 50 tysięcy mieszkańców. Kolacja na świeżym powietrzu nad rzeką, nocleg w zajeździe, który rankiem opuściliśmy udając się na dalsze podboje. 

Dzień 7

Batumi jest dzisiejszym celem podróży, ale zanim tam dotrzemy pokonamy 319 km (zmieniono autokar, hura – klimatyzacja działa). Msza Święta w drodze, jak się później okaże, niezapomniana. Docieramy do miejscowości Arali, gdzie wita nas miejscowy ksiądz Gruzin - Zurab Kakachishvili, który ukończył seminarium duchowne w Warszawie. Opowiada o tym miejscu, o swojej drodze do kapłaństwa, zaprasza na Mszę Świętą do bardzo starego kościółka. Wioskę w 90% zamieszkują katolicy, których w całej Gruzji jest zaledwie 1%. Przeżycie duchowe było ogromne. Liturgię w obu językach, polskim i gruzińskim sprawują nasi trzej księża i trzej gruzińscy, w tym jeden świeżo wyświęcony, który udzielił prymicyjnego błogosławieństwa (to piąty gruziński katolicki kapłan w kraju). Dla zgromadzonych wiernych nasza wizyta była niesamowitym przeżyciem, bardzo wylewnie przekazali znak pokoju, chętnie się fotografowali i z radością przyjęli drobiazgi, którymi mogliśmy ich obdarować. Obok kościoła znajduje się stela, pod którą należy przeczołgać się trzykrotnie i odmówić 10 razy Ojcze nasz i Zdrowaś Maryjo. Podobno zdarzały się tam cudowne uzdrowienia. 

Duchowo ubogaceni udajemy się Bordżomi. Jest okazja, by spróbować wody mineralnej, najpopularniejszej w Gruzji i przespacerować po parku. Przemieszczamy się do Kutaisi, drugiego pod względem wielkości miasta Gruzji liczącego około 150 tysięcy mieszkańców, znanego już w czasach antycznych (to właśnie tutaj mieli dotrzeć Jazon wraz z Argonautami w trakcie wyprawy po złote runo). Zwiedzamy dwa zabytki: katedrę Bagratioraz kompleks klasztorny Gelati(wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO), zbudowany w XII wieku prze króla Gruzji Dawida Budowniczego po wyzwoleniu tych ziem spod panowania tureckiego. Podążając do katedry i klasztoru mijamy drzewa figowe, oglądamy dojrzewające granaty, pojawiają się też pierwsze palmy. Po kolacji w Kutaisi udajemy się na spoczynek do hotelu Plaza w Batumi. Po drodze, jak każdego dnia: wspólna modlitwa poranna, Różaniec, Koronka do Miłosierdzia Bożego i modlitwa wieczorna, którą księża prowadzą na zmianę. Ksiądz Mariusz Czyżewski zazwyczaj prowadzi modlitwę wieczorną, ksiądz Piotr Koronkę do Miłosierdzia Bożego a ksiądz Kanclerz Dariusz Szczepaniuk jest niezrównany, jeśli chodzi o ogłoszenia, opowieści okraszone humorem i śpiew (szlagiery muzyki rozrywkowej - wszystkie zwrotki na pamięć). Właśnie do Batumi wprowadził nas z piosenką na ustach, po chwili wszyscy śpiewali: Batumi, ech Batumi, herbaciane pola Batumi...

Dzień 8

Dzień przeznaczony na odpoczynek i plażowanie. Pogoda niestety pochmurna, co niektórym zupełnie nie przeszkadza. Kamienista plaża pełna jest turystów zażywających morskiej kąpieli nieopodal portu. Nawet ci, którzy zaplanowali dzień inaczej (zwiedzanie pięknego ogrodu botanicznego, przejazd kolejką linową, spacer po mieście) nie oparli się pokusie chociażby zanurzenia nóg w Morzu Czarnym, które kusi białą wodą, ciepłą, przejrzystą i chyba mniej słoną niż w Bałtyku. Czarnym morze staje się, kiedy zbiorą się chmury i zaczyna padać deszcz – taki opis pamiętam jeszcze z podręcznika do j. rosyjskiego. I rzeczywiście, wieczorem woda zmieniła barwę, deszcz padał ciepły i nikt specjalnie nie zabiegał o użycie parasoli czy peleryny.

Dzień 9 

Wyruszamy do stolicy kraju Tbilisi. Batumi żegna nas deszczem. Dzisiaj pokonamy 426 km. Po drodze odwiedzamy Gori, miejsce urodzin. J. Stalina, zobaczyliśmy dom, w którym spędził pierwsze 4 lata życia. Kolejnym punktem zwiedzania jest Uplisciche– kamienne miasto powstałe na przełomie II i I tysiąclecia p. n. e. Aż do IV w. n. e. miasto było głównym ośrodkiem kulturalnym w Gruzji. Po zwiedzeniu Uplisciche jedziemy Gruzińską Drogą Wojennądo twierdzy Ananuripochodzącej z XVII wieku, położonej pięknie nad Zbiornikiem Żinwali. Kolejnym punktem zwiedzania jest Mccheta, dawna stolica Gruzji a w niej: cerkiew Samtarwo – miejsce pochówku króla Miriama i królowej Nino, za sprawą których Gruzja przyjęła chrześcijaństwo, katedra Sweti Cchoweli z grobowcami gruzińskich królów, ruiny twierdzy, monastyr Dżwari z VI wieku górujący nad Mcchetą. Ten ostatni oglądaliśmy w świetle latarni. Za nami kolejny pełen wrażeń dzień, odpoczynek w Tbilisi w hotelu Shine w pełni zasłużony.

Dzień 10 

Tbilisi przywitało nas pięknym słońcem. W planie zwiedzania mamy: cerkiew Cminda Sameba, cerkiew Metechi i Anczischati, katedra Sioni, twierdza Narikala (wjazd kolejką, pomnik symbolizujący Matkę Gruzję, wspólne zdjęcie), z której otwiera się widok na dzielnicę Abanotubani ze słynnymi tyfliskimi łaźniami, główną arterię miasta Aleją Szoty Rustawelego, Muzeum Narodowe, spacer urokliwymi uliczkami starego miasta na brzegu rzeki Kury. Do hotelu wracamy metrem. Niektórzy przerywają podróż na stacji Diduba, by zajrzeć na słynny bazar, (naszym zdaniem mocno przereklamowany). Wieczorem udajemy się na „gruzińską biesiadę”. Pokaz tańców w wykonaniu czworga tancerzy (kilka odsłon) wino, potrawy, atmosfera wspólnej zabawy gości trojga narodów (Polska, Turcja, Ukraina) pozostawiły miłe wrażenie. 

Dzień 11

Ostatni dzień zwiedzania i do pokonania 353 km. Jedziemy do Kachetii, gdzie zwiedzamy monastyr Ikalto z VI wieku (na przełomie VIII/IX wieku powstała tam Akademia Filozoficzna, w której uczył się m.in. Szota Rustaweli), katedrę Alawerdi ( jej początki sięgają VI wieku, obecny kształt pochodzi z wieku XI, wysokość 54 m) położoną w Dolinie Alazańskiej, urokliwe miasteczko Signaghi zwane „miastem miłości” pochodzące z XVIII wieku, klasztor Bodbe z IX wieku - miejsce pochówku św. Nino – najlepiej zadbany obiekt spośród wszystkich zabytków, jakie dane nam było zobaczyć. Kolacja taka sama jak w poprzednich dniach. Oj, kulinarnie nas ta Gruzja nie zachwyciła. Wielki Kaukaz widzieliśmy tylko z daleka. Niedosyt, z jakim opuszczamy ten kraj nie zniechęca jednakże, chce się zobaczyć więcej, obowiązkowo Kazbek ale to już innym razem. Armenia większości z nas bardziej przypadła do gustu. 

Dzień 12

O 2. 00 w nocy zbieramy się w recepcji hotelu. Zaopatrzeni w pojemniczki ze śniadaniem udajemy się na lotnisko. Tu żegna nas towarzysz podróży, przewodnik Mateusz Marchocki. Zostaje pilotować koleją grupę. Odlatujemy z prawie godzinnym opóźnieniem, ostatni rzut oka na Gruzję, szczyty gór, za chwilę wszystko przysłaniają chmury. Lot ponad chmurami to fantastyczne odczucie. Na kilkanaście minut przed lądowaniem w oknach ukazują się polskie miasta, samolot zniża lot, pilot miękko osadza maszynę na ziemi. Witaj ziemio ojczysta. Jeszce odebranie bagaży, podziękowania, pożegnania, wymiana numerów telefonów. Zostają niezatarte wspomnienia, fotografie, nawiązane znajomości. Dziękujemy za trud włożony w organizację tej pielgrzymki, wspólnie spędzony czas wyjątkowej atmosferze i w wyjątkowym towarzystwie, za modlitewne wsparcie i pozdrowienia przekazane w trakcie podróży. 

Jolanta Zagożdżon

Data publikacji: 
17.09.2018