Formacyjne spotkanie w terenie Kamieńczyk, Loretto, Urle - relacja

Kamieńczyk, Loretto, Urle.

Znakiem firmowym Wydziału Nauki Katolickiej naszej diecezji są wspólne wyjazdy pielgrzymkowe i spotkania formacyjne w terenie. Pierwsze spotkanie odbywa się zazwyczaj we wrześniu, kiedy jeszcze słońce mocno grzeje, dzień jest długi a katecheci mają dużo energii i zapału do wspólnego wędrowania.

Tym razem wybraliśmy się w przepiękne okolice rzeki Bug i Liwiec. 

Spotkaliśmy się jak zwykle przy budynku starej kurii. Po krótkiej modlitwie i błogosławieństwie wyruszyliśmy w drogę. Naszym celem był Kamieńczyk nad Bugiem.


W parafii pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny zostaliśmy ciepło powitani przez ks. Łukasza Krawczyka tamtejszego wikariusza. Przedstawił on nam historię parafii, a także przypomniał związki Kardynała Stefana Wyszyńskiego z parafią Kamieńczyk.
Na terenie parafii mieszkali dziadkowie Prymasa, stąd pochodzili też Jego rodzice Julianna i Stanisław Wyszyńscy.

Ksiądz Łukasz przypomniał anegdotę opowiedzianą przez Kardynała Wyszyńskiego: Otóż, kiedy wyjeżdżał do seminarium babcia późniejszego Prymasa, Katarzyna powiedziała: będziesz albo dobrym, albo złym księdzem. Jak będziesz złym to do mnie nie przyjeżdżaj. Jak mocno musiały zapisać się w sercu młodego Stefana te słowa, skoro przywołał je podczas wizyty w Kamieńczyku będąc już Prymasem. 

Mogliśmy poznać także inne wydarzenia z życia Wielkiego Prymasa Tysiąclecia odwiedzając niedawno otwarty tutaj Dom Pamięci Ks. Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Wystawa obejmująca kalendarium życia, a także ukazująca Prymasa jako kochającego Maryję Nauczyciela Narodu, zaangażowanego w życie Kościoła Powszechnego. Zgromadzonym pamiątkom towarzyszy wystawa prac dzieci poświęcona Kardynałowi Wyszyńskiemu.

Na zakończenie pobytu w Kamieńczyku udaliśmy się na miejscowy cmentarz, gdzie spoczywają dziadkowie Prymasa.

Po wspólnej modlitwie ruszyliśmy w drogę. Wędrowaliśmy wśród pięknych krajobrazów, ciesząc się jednocześnie promieniami słońca. Niektórzy wędrowali środkiem szosy, jakby byli jej właścicielami. Tu jednak było to możliwe bo i ruch nie był za wielki. Wędrując niespiesznie, rozmawiając i ciesząc się sobą przeszliśmy 5 km i doszliśmy do Loretto.

To szczególne miejsce na mapie naszej diecezji. Tutaj mieści się Sanktuarium Matki Bożej Loretańskiej czyli Dom Matki. Tam, gdzie dom, gdzie jest Matka, są także jej dzieci. Na wspólnej Eucharystii mogliśmy powierzyć Jej wszystkie radości i troski naszego serca. W skupieniu słuchaliśmy słów Księdza Piotra, dyrektora WNK, który wyjaśniając w czasie homilii  przypowieść o siewcy stawiał pytanie o cel i jakość wychowania. W naszej katechetycznej posłudze to pytanie jest szczególnie istotne. Nieustannie powinniśmy się modlić, aby Słowo Boże w nas i przez nas wydało niewyobrażalne owoce.  Wzorem i pomocą mogą być dla nas święci: Św. Maksymilian Kolbe, Prymas Wyszyński,  Bł. Ks. Ignacy Kłopotowski.

Po wspólnej Eucharystii mogliśmy posilić swoje nieco zmęczone ciała. Siostry Loretanki opiekujące się na co dzień sanktuarium poczęstowały nas pyszną zupą pomidorową i aromatyczną herbatką. Od Siostry Alojzy, pracującej na co dzień w Loretto mieliśmy okazję usłyszeć trochę informacji o tym niezwykłym miejscu. Siostra przypomniała nam, że katecheci są powołani i działają w imieniu Chrystusa. Nasza rola to przygotować drogę dla Pana, być niewidocznym. Dlatego katecheta musi przygotowywać się do pracy na kolanach, poprzez modlitwę. Maryja, jako wzór wychowawcy i najlepsza nauczycielka towarzyszy Jezusowi w każdej chwili. Tego powinniśmy się od Niej uczyć.

Siostra przybliżyła nam także postać „Bożego Szaleńca” czyli błogosławionego ks. Ignacego Kłopotowskiego.

Po spotkaniu z siostrą Alojzą mieliśmy jeszcze chwilę, aby napić się aromatycznej kawy i błogo poleniuchować.

Ale wszystko, co dobre zawsze się kończy, więc i my ruszyliśmy w drogę do Urli. Wędrowaliśmy przez las podziwiając przyrodę, fotografując różne cuda (przede wszystkim Siostra Cecylia) i rozmawiając ze sobą. Był też czas na wspólną modlitwę różańcową.

Jednak z każdym krokiem nasz zapał do maszerowania malał. Mimo że słonko świeciło, ptaki śpiewały i towarzystwo super, zmęczenie dawało się we znaki. Katecheta jest jednak przygotowany na wszystko, dlatego Ania i Terenia widząc, że energia grupy się rozproszyła zaczęły śpiewać. Wtórował im Michał, a później także inni. Tak śpiewając i tańcząc przeszliśmy kolejne kilometry, ale Urli nadal nie było. Pojawiła się za to nowa jednostka czasu czyli „ katechetyczne pół godziny” -  trwające coś pomiędzy 45 a 60 minut. Na pytanie: ile jeszcze zostało? nasza przewodniczka Ania odpowiadała spokojnie: jakieś pół godziny. Po dwóch „półgodzinach katechetycznych” byliśmy na miejscu. Humory nam dopisywały mimo dużego zmęczenia (przeszliśmy ok 8 km -  niektórzy w niewygodnych butach).

W Urlach czekało nas królewskie powitanie. Zostaliśmy niezwykle serdecznie przyjęci w budynku tutejszej biblioteki. Ach cóż to było za przyjęcie!  Przepyszny gulasz przygotowany przez Pana Stanisława, ciasta, kawa, herbata, a przede wszystkim niezwykła gościnność sprawiły, że poczuliśmy nowy przypływ energii. Nawet nasz chory Ksiądz Dyrektor kichający i prychający odzyskał power J. Dziękujemy wszystkim, którzy tak serdecznie nas przyjęli, a szczególne ukłony kierujemy w stronę Ani Skorupskiej - naszej koleżanki katechetki, mieszkanki Urli i inicjatorki przyjęcia.

Pełni nowego zapału udaliśmy się jeszcze (tym razem busem) do kościoła p.w. Matki Bożej Częstochowskiej w Urlach, aby modlitwą nieszporów podziękować za wspólne pielgrzymowanie.

Nie zabrakło też akcentu przyrodniczego. Przy parafii znajduje się mini zoo. Ciekawe dlaczego osioł na nasz widok zaczął  ryczeć, a następnie przyprowadził całą swoją oślą rodzinę do nas. Myśląc o tym udaliśmy się w drogę powrotną. Żeby nie było tak monotonnie, na prośbę uczestników wyjazdu wracaliśmy przez Wołomin, Zielonkę, Ząbki do Warszawy. Niektórzy tylko byli zawiedzeni, bo ominęliśmy Białołękę…

Kolejne terenowe spotkanie formacyjne za nami. Było radośnie i wspólnotowo. Dziękujemy Księdzu Piotrowi i Siostrze Cecylii, że zechcieli zorganizować wyjazd i nam towarzyszyć. Cieszymy się wzajemnie z naszej obecności. Mamy nadzieję, że z każdym wyjazdem będzie nas coraz więcej. Zapraszamy, naprawdę warto.

Beata Bogusz - katechetka warszawskich szkół

 

Data publikacji: 
21.09.2015